
Słowa te winny dla każdego, kto niesie w swoim sercu zmęczenie, lęk, grzech, chorobę albo ciężar codziennych obowiązków, stać się pokrzepieniem. Jezus nie obiecuje, że zabierze nam wszystkie trudności, ale obiecuje, że nie będziemy ich dźwigać sami.
Pięknym przykładem człowieka, który to rozumiał, był św. Józef Moscati, lekarz z Neapolu. Leczył ciało, ale widział także cierpienie duszy. Pomagał biednym, często bez zapłaty, bo wiedział, że przy człowieku cierpiącym trzeba mieć nie tylko wiedzę, ale też serce. On sam przychodził do Jezusa po siłę, a potem niósł pokrzepienie innym.
Ta Ewangelia uczy nas, że prawdziwy odpoczynek nie jest tylko brakiem pracy. Prawdziwe ukojenie jest wtedy, gdy człowiek odda swoje serce Jezusowi. Bo tylko On potrafi powiedzieć do naszej zmęczonej duszy: „Nie bój się. Jestem z tobą.”
…W jednej z książek wybitnego psychiatry Viktora Frankla można znaleźć następującą sytuację. Frankl był więźniem obozu koncentracyjnego w czasie II wojny światowej. Doświadczył on tam brutalnej rzeczywistości obozowej, która zmieniała więźniów w zwierzęta lub świętych. Doświadczył on zła, które doprowadziło niektórych więźniów do rozpaczy i nienawiści, a innych do nadziei i miłości. Frankl pisze, że wiara była decydującym czynnikiem, który popychał jednych do zezwierzęcenia, a drugich do świętości. To autentyczna wiara dawała więźniom moc zachowania godności ludzkiej, nadzieję i siłę do przetrwania…


